Podczas ostatniego Herbalife Ironman w Gdyni wcieliłam się w rolę kibica. Jak się okazało stany emocjonalne towarzyszące dopingowaniu zawodników są bardzo zbliżone do tych, których doświadczamy po przekroczeniu linii mety będąc zawodnikami. Jeśli nie jeszcze większe… Przygotowałam sobie w głowie nawet listę haseł, które miałam wykrzykiwać do startujących. Głęboko wierzyłam w ich moc sprawczą i poniekąd magiczną. Moje przygotowanie do kibicowania oceniłabym jednak jedynie na słabą 3.  Inne osoby zaopatrzone były w trąbki, gwizdki, bębny, specjalne przebrania.

felietony marty em

Spodobały się Tobie, felietony Marty eM. Przeczytaj kolejny !!!

 

SPRAWDŹ

Były całe rodziny, koledzy z pracy, sąsiedzi, ale też zupełnie przypadkowe osoby, które przyszły dopingować obcych sobie ludzi.  Co niektórzy nawet, z wielką zawziętością, rysowali i pisali kredą na asfalcie. Przypuszczam, że w chwili słabości, gdy ze zrezygnowaniem i pokorą głowy się pochylają, dostrzeżenie kilku słów motywujących może zdziałać cuda. Do dziś wielu zawodników pamięta pewną panią- kibickę, która podczas Gdańskiego Maratonu wykrzykiwała przedziwne zdania, machała rękami, a ekspresja jej ciała, gestów i słów mogła wprawić w zakłopotanie i przerazić. Niejedna osoba zastanawiała się, czy ta kobieta nie postradała zmysłów. Ocena jej stanu psychicznego pozwoliła mi zająć głowę na dobrych kilkanaście minut, podczas których pokonałam kolejne kilometry.

Wiem, jak irytujące może być, gdy przeżywamy kryzys na trasie, tracimy siły i wiarę we własne możliwości, a ktoś krzyknie: już niedaleko, dasz radę, spróbuj szybciej, jeszcze tylko trochę… Człowiek jest wykończony, marzy o mecie, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że to nie koniec wysiłku. Na swojej drodze spotyka nieskażonego zmęczeniem, potem i wysiłkiem kibica, który zdaje się nie wiedzieć z tego co mówi, albo też dzieli się tak trywialnymi i oczywistymi refleksjami, że włos jeży się na głowie. Tak, tak nieraz w duchu przeklinałam myśląc przy okazji „sam  spróbuj”. Gdy przyszło mi stanąć po drugiej stronie trasy, z najlepszymi intencjami i pobożnymi życzeniami, w podobny sposób dopingowałam ludzi z żelaza. Kilka razy zdarzył się kontakt wzrokowy z zawodnikiem, który zdawał się mówić w duchu…. sama spróbuj! Starałam się to zrozumieć. Jednocześnie niewątpliwie była to niezła lekcja. Uświadomiłam sobie, że kibic nie musi być specjalistą od naszego hobby, dyscypliny traktowanej amatorsko, czy też zawodowo. „Na ile ten maraton?” to pytanie legendarne i zabawne , ale nie można go mieć za złe i odbierać osobiście. Podczas Igrzysk Olimpijskich, także kibicujemy naszym reprezentantom, często nie mając pojęcia o zasadach i regułach rządzących daną dziedziną sportu. Ile to przynosi szczęścia i pozytywnej energii? Masę.   Wracając do haseł, które denerwują zawodników, jestem pewna, że w przeważającej większości idzie za nimi pozytywny przekaz i jak najlepsze intencje. Warto sobie to uświadomić i rzucić choć przelotny uśmiech w ramach podziękowania. Także przybicie tzw. piątki dzieciakom, gwarantuję, to dla najmłodszych niezwykłe przeżycie i radość.
Z niemniejszym entuzjazmem zachowywali się wolontariusze na punktach odżywczych. Myślę, że i tego przyjdzie mi posmakować. To już jednak będzie zupełnie osobna historia.

Tekst: Marta Marczuk
Rysunek: Paweł Marcinko

ZOSTAW KOMENTARZ TUTAJ: